Zaczęło się z grubej rury. W czwartek przyjazd. Potem lekarz i wolny czas.
Nazajutrz rano budzą mnie jakieś dźwięki wydobywane z ubikacji. Sąsiad vomituje niemiłosiernie.
Myślę sobie. Powitał przyjazd i już. Ale nie. Jest wtorek a on codziennie wraca na bani. Podejrzewam,że z pobliskiego baru. A swoją drogą na recepcji jest dostępny alkohol. Masakra jakaś.
Dla osoby takiej jak ja, która przyjechała tutaj po rehabilitacje jest to karygodne.
Pozostaje mi tylko skupić się na sobie i olać całe to towarzystwo.
Kończę i lecę na zabiegi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz